Jako że to szarlotka/jabłecznik, powinny być w niej/nim jabłka, ale mama znalazła dwa słoiki przecieru, w tym jeden truskawkowy :) Eksperymentowałyśmy i muszę przyznać, że wyszło ok, a truskawek nie było za bardzo czuć. Oczywiście można użyć całych jabłek (bez gniazda nasiennego, of kors! :)), pokrojonych na cząstki.
Przepis w oryginale nazwa się "jabłecznik Elżbiety" i niech taki tu pozostanie, chociaż trochę oszukańczo podrabiany truskawkami :)
Jabłecznik Elżbiety (ale lekko oszukany :))
Składniki:
50 dag mąki pszennej
10 dag cukru
25 dag masła
3 jaja
szczypta soli
cukier waniliowy
cynamon
4 łyżeczki proszku do pieczenia
przecier jabłkowy i truskawkowy (ile chcemy, tyle dodajemy :)
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, dodać cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia, sól i jajka. Zagnieść ciasto - im szybciej, tym lepiej, składniki mogą się lekko sklejać, a ciasto nie musi być wyrobione na jednolitą masę. Wtedy jest kruche :)
Natłuszczamy blaszkę, posypujemy bułką tartą i rozkruszamy część ciasta, delikatnie przyklepując. Kładziemy na ciasto nadzienie i posypujemy cynamonem (więcej lub mniej, zależy ile lubimy). Na wierzchu rozkruszamy pozostałą ilość ciasta, ech, nie ma to jak kruszonka :D
Pieczemy 60 minut w temperaturze około 200 stopni, a potem posypujemy cukrem pudrem :)